![]() |
| okładka jest w rzeczywistości czarno-biała, dzięki czemu wygląda zresztą lepiej |
Z Laleczkami chciałem się już zapoznać od dawna, ale o ich kupnie pamiętałem tylko wtedy, kiedy nie mogłem sobie na to pozwolić. Zupełnie przypadkiem upatrzyłem je ostatnio na Allegro, jednakże nie to odświeżone wydanie, o którym wszyscy się tak rozpisywali, a to z 2005 roku, kiedy to Maciej Pałka nie był jeszcze rozpoznawalnym artystą polskiego komiksu. Postanowiłem pobawić się chwilowo w kolekcjonera i kupiłem tę wersję "dziewiczą", co to już podobno rarytasem jest. Ale na tym na pewno się nie skończy.
Kolejne recenzje Laleczek były dosyć pozytywne, jednak pozbawione jakichś większych zachwytów, ale od początku miałem przeczucie, że będzie to coś, co akurat mi spodoba się bardzo. Nie żebym uważał je za jakiś majstersztyk, ale plusów widzę całkiem dużo. Przede wszystkim kreska Maćka, turpistyczna i oryginalna, w wielu miejscach skrajnie inna (i jak dla mnie lepsza) od tego, co niedawno zaprezentował w Degrengoland. To już nie sama upiorna treść komiksu, ale właśnie strona wizualna sprawia, że Laleczki to rzecz, na którą najlepszym określeniem wydaje mi się makabreska. Rysunki są bardzo brzydkie, ale w możliwie najlepszym tego słowa znaczeniu. Zdarzają się miejsca, gdzie autor chyba chciał rysować trochę "normalniej" i te podobają mi się zdecydowanie mniej, ale na szczęście turpizm dominuje. To poetyka koszmaru, idealnie pasująca do szalonego scenariusza. Wprawdzie w kilku miejscach jest dosyć nieczytelnie, ale przekartkowanie komiksu wstecz, by upewnić się co autor miał na myśli, nie było dla mnie w żaden sposób męczące (w przeciwieństwie do podobnej pod tym względem lektury amerykańskiego Abra Makabra).
Historia niby oparta na do bólu ogranych kliszach postapo, a jednak opowiedziana jest w taki sposób, iż ciężko myśleć o jakimś większym braku oryginalności. Bo wedle zasady "Diabeł tkwi w szczegółach", autor bardzo powoli ujawnia kolejne szczegóły opowieści, co okazuje się bardzo fajną zagrywką. Do tego kolejne punkty zwrotne są bardzo zaskakujące, przede wszystkim ze względu na swoją częstotliwość. Całość przypomina spaghetti western ubrany w sci-fi, czyli coś - powiedzmy - z półki Mad Maxa i tego typu obrazów, tylko mniej przebojowe, a bardziej zadziorne. Trochę szkoda, że pod koniec historia już bardzo wyraźnie wpisuje się w gatunkowy schemat, chociaż z drugiej strony nadaje to jej większej spójności. Jedyne czego mi tu naprawdę brakowało, to pewnego rozbudowania kilku wątków, dzięki czemu, jak mi się wydaje, byłoby to rzeczą bardziej emocjonującą. Bo choć Laleczki uważam za tytuł jak najbardziej udany, odnoszę wrażenie, że potencjał był na coś większego.
Nie pozostaje mi nic innego, jak nabyć gdzieś niedługo nowe wydanie komiksu, gdzie podobno nie tylko dodano kilka historyjek, ale i zmieniono zakończenie tej pierwszej, "podstawowej". Swoją drogą bardzo chętnie zobaczyłbym jakąś np. animowaną adaptację Laleczek. Po lekturze tylko upewniłem się w przekonaniu, że komiks jest brakującym ogniwem (sic!) polskiego kina.
Całość: Maciej Pałka
(2005)
Ilość stron: 44


"Po lekturze tylko upewniłem się w przekonaniu, że komiks jest brakującym ogniwem (sic!) polskiego kina."
OdpowiedzUsuńRozwiń myśl w wolnej chwili bo nie zrozumiałem...
Współczesnemu kinu polskiemu brakuje - uogólniając oczywiście - cech takich jak dystans, szaleństwo i gatunkowość (w sensie czerpania, nie powielania). Cech, które znaleźć można w Laleczkach czy komiksach Edyty Mei; cech, których nie brakowałoby, gdyby polska branża filmowa nie była - znowu uogólniając oczywiście - tak napuszona, zamknięta i arogancka. Gdyby np. ktoś zrobił adaptację takich Laleczek, ze scenariuszem Mr. Pałki lub chociaż jego współudziałem przy jego tworzeniu, to byłby to jakiś krok naprzód. Także jeśli chodzi o promocję polskiego komiksu, której nie ma obecnie wcale.
OdpowiedzUsuńNo ale "brakujące ogniwo" to chyba złe określenie... ja sam nie znam się za bardzo na polskim komiksie, ale ty z niewiadomych powodów masz o nim chyba jakieś nad wyraz dobre zdanie. Z tego co wiem krajowy komiks chyba cierpi właśnie na odwrotny problem... tzn potrzebuje czegoś profesjonalnego i dojrzałego a nie gatunkowego, intuicyjnego, rozrywkowego komiksu środka o dupie maryni (nie pisze o laleczkach bo te się z oczywistych względów do komiksu środka nie kwalifikują).
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej ja mam takie wrażenie...
ps. No i scenariuszy porządnych potrzebuje... ja z powodu scenariuszy boje się sięgać po nasze komiksy.
No złe określenie, dlatego wrzuciłem obok "(sic!)".
OdpowiedzUsuńPisząc "komiks" miałem na myśli nie nasz polski, lecz komiks w ogóle... Ale Laleczki tu pasują, Mei także.
O polskim komiksie ogólnie nie mam żadnego zdania, to się dopiero za jakiś czas wyrobi.
Tak jak ci pisałem, obczaj koniecznie Kafliki Żytu, dla mnie rewelka. Wydaje mi się, że Maciek lepiej się czuje, kiedy nie jest scenarzystą. O bolesnych operacjach (także świetnych) nie wspominam.
OdpowiedzUsuńMam obie wersje Laleczek, pierwsza podobała mi się bardziej. Bo jest bardziej arogancka, surowa. Bezkompromisowa. Owszem są niedostatki w scenariuszu, owszem miejscami sprawiało to wrażenie zbyt niechlujnego, ale czytało się to bardzo dobrze. Mój zarzut to przekroczenie granicy pomiędzy szorstką, nieprzyjemną kreską a niechlujstwem, bo takie wrażenie można miejscami odebrać. Nie zawsze oczywiste dla mnie było kto jest kto. Tym nie mniej to dobry start. Dobrze, że księgarnia Imago to jeszcze ma.(Btw, Wiesz, że egzemplarz, który masz w ręce Maciek zszywał samodzielnie?)
Według mnie, nowe Laleczki nie wiele zyskały na tej dorysowanej klamrze, a wręcz przeciwnie, stały się na siłę przystępniejsze. Mówiłem nawet o tym Maćkowi.
Dlatego cieszę się, że wziąłeś na warsztat oryginalne wydanie, które chyba w ogóle nie ma recenzji. A widziałeś Sceny z życia murarza?
Wczoraj zamówiłem sobie komiks pana Turu, wiesz sam który. Uważam, że Polski komiks warto znać, wiele może zaoferować.
Musisz poznać także ten:
http://www.iik.pl/ksiazki.php/285
To takie polskie From Hell:)
Słyszałem o Szmince, ogólnie Szyłakowi od jakiegoś czasu chcę się bliżej przyjrzeć (i scenariusze - Alicja wydaje się szczególnie ciekawa - i książki).
OdpowiedzUsuńScen z życia murarza nie czytałem.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń"Uważam, że Polski komiks warto znać, wiele może zaoferować."
OdpowiedzUsuńUważam że komiks w ogóle może wiele zaoferować... ale nie koniecznie Polski. Patrzenie przez ten pryzmat, było by chyba krzywdzące dla komiksu.
Nie twierdzę że nie ma w Polsce współczesnych, dobrych komiksów. Ale jest ich mało.
"To takie polskie From Hell:) "
A maluch to takie polskie ferrari.
Wydaje mi się, że to pierwsza recenzja Laleczek (tych z 2005). Co prawda Łukasz twierdzi, że widział gdzieś w sieci reckę pierwszego wydania ale nie znalazłem. Podlinkuję sobie dalej.
OdpowiedzUsuńOddaję honory, niestety to co czytałem dotyczyło wersji drugiej. Tyle, ze autor o ile mnie pamięć nie myli skupił się na treści i w ogóle nie poruszył kwestii reedycji, W każdym razie umknęło mi to.
OdpowiedzUsuńA ja szukałem i szukałem :(
OdpowiedzUsuń